Książka: Michał Wierzba – “Zły pasterz” [recenzja]

Recenzja Zły pasterz Michał Wierzba

Jak można zareagować na debiutancką powieść, która ma ponad 600 stron? Michał Wierzba stworzył dzieło, które zaintrygowało już od samego wstępu. Dla mnie ta książka była jedną wielką niewiadomą i pytaniem: jak debiutujący pisarz może stworzyć tak obszerną fabułę jednocześnie licząc, że wzbudzi zaufanie czytelnika?

Co mamy w środku książki? Jest tu naprawdę sporo postaci. Każda z nich posiada swój charakterystyczny opis i ma istotny wpływ na rozwój zdarzeń. Autor nie skąpi brutalnych scen, aktów seksu, wulgaryzmów, jak i trupów. Mimo to nie czuje się aż tak mocno hardcorowego klimatu, a to za sprawą większego skupienia się na merytorycznych dialogach, które w tej książce należy czytać uważnie. Każda postać ma coś ważnego do powiedzenia, nawet jeśli początkowo wydaje się to mało istotne.

Fabuła książki “Zły pasterz”

Głównym tłem fabuły jest istnienie pewnej sekty, której niebezpieczne działania powodują postrach. Lecą trupy, znikają ludzie, pojawia się coraz więcej zagadek i niebezpieczeństw. W obliczu takiej sytuacji nikt nie może czuć się pewnie, a bezpieczeństwo zaczyna być fikcją. Zaczyna się od zaginięcia pary młodych osób, studiujących archeologię. On w niej zakochany. Ona go początkowo ignorowała. W końcu udaje im się spotkać sam na sam nad jeziorem. Kąpiel nago jest ostatnią czynnością, jaką zrobili. Potem ślad po nich zanika i zaczyna się intensywne poszukiwanie. W zdarzenie to wmieszany jest gang motocyklistów, którzy tego pechowego dnia natrafili na tę dwójkę młodych osób kąpiących się w jeziorze.

Były policjant Horst Miller podejmuje się zadania odnalezienia zaginionej pary. Już kiedyś miał do czynienia z gangiem motocyklistów. Czas wyrównać rachunki. Do pomocy przyłącza się Jan Bogucki – brat jednej z ofiar. Ślady prowadzą do dawnej sekty.

Wielowątkowość fabuły tej wcale nie tak cienkiej objętościowo książki może początkowo gubić czytelnika, ale w miarę rozwoju historii wszystko układa się w sensowną całość. Jak na debiut Michała Wierzby, uważam, że książka jest napisana w sposób bardzo przemyślany. Wydaje mi się jednak, że treść spokojnie mogłaby się zmieścić w 400 stronach. Autor w niektórych miejscach za bardzo się rozpisuje, a niektóre wątki są zbędne. Mimo to, książkę “Zły pasterz” czyta się z ogromnym zaciekawieniem.


Mały kotekSpodobał Ci się wpis pt.:
Książka: Michał Wierzba – “Zły pasterz” [recenzja]?
Za każdym razem kiedy zapominasz dać lajka pod wpisem, gdzieś na świecie ginie mały kotek :)

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.