Wywiad z Imagination Quartet

Wywiad z Imagination Quartet

Panowie przedstawcie się. Kto skąd pochodzi?
Maciej Sołtan (MS): Warszawa.
Maciej Dziedzic (MD):  Lublin.
Dariusz Świtalski (DŚ):  Płock.
Damian Pińkowski (DP): Kutno.

-> Zobacz także sesję zdjęciową zespołu Imagination Quartet.

Moje pytanie nie jest przypadkowe. Jak to się stało, że osoby z zupełnie różnych stron Polski spotkały się na wspólne jazzowe granie. Jaka jest historia zespołu?

MS: To był przypadek. Poszedłem do szkoły muzycznej na ul. Bednarskiej na wydział jazzu, gdzie poznałem perkusistę Maćka Dziedzica. Tuż po hucznej zabawie sylwestrowej roku 2009 wraz z Maćkiem, siedzieliśmy już w jednej z sal przy ul. Bednarskiej i układaliśmy nasze pierwsze hiciory. Przez pierwsze pięć sześć miesięcy formował się skład, graliśmy najpierw w trio, z kontrabasistą. Potem doszedł saksofon, aż w roku dwa tysiące dziesiątym skrystalizował się aktualny skład.

Właśnie wydaliście debiutancką płytę. Nie mogę nie zapytać, czy wy żyjecie z muzyki? Czy może granie to tylko hobby? Czy w Polsce z muzyki da się wyżyć?

MS: Ogólnie, ja utrzymuję się z muzyki, choć gram nie tylko w zespole IQ. Pieniądze z płyty nie są wystarczające, bo wiadomo jak to w Polsce jest, a do tego dopiero się rozpędzamy. Mam nadzieję, że to przyniesie coś fajnego.

MD: Wydaje mi się, że to nie my utrzymujemy się z muzyki, ale to muzyka nas utrzymuje.
MS: Poza tym gramy w innych zespołach.

W jakich innych formacjach jeszcze gracie?

DŚ: Jeżeli o mnie chodzi, to raczej są to projekty jednorazowe. Zastępstwa za kolegów. Nic na stałe. Gram w dwóch, trzech zespołach, ale tylko okazjonalnie.
MD: Moim kolejnym bandem, jakby tego nie nazywać, jest „Rainbow Trio” i jeszcze mam w zanadrzu jeden skład o tajemniczej nazwie „Dwootho”. Ten ostatni zespół również nagrał i wydał, dostępną w empiku, płytę.

A propos waszej płyty, to gdzie można ją kupić?

MS: Jest dostępna w sieciach sklepów EMPIK, Media Markt, Saturn, na merlin.pl i stereo.pl. Jest sporo serwisów internetowych, przez które można płytę zamówić. Jeżeli chodzi o elektroniczną dystrybucję, to można skorzystać z platformy „iplay”. Prawdopodobnie płyta będzie również do kupienia na amazon.com. Zapraszamy na koncerty, gdzie również będzie można dostać naszą płytę!

Porozmawiajmy jeszcze o samej płycie. W mojej relacji z waszego koncertu napisałem, że jest ona mieszaniną dźwięków gdzieś spomiędzy eksperymentów gitarowych Pata Metheny’ego, a balladami Coltrane’a. A jak wy sami się identyfikujecie w muzyce? Jakie są wasze muzyczne inspiracje?

MS: Jeśli chodzi o porównanie do Pata Metheny’ego, to owszem słyszałem kilka jego płyt. Szczerze? Nie mam wielkiego pociągu do tego typu muzyki. Bliżej mi do gitarzystów takich jak John Scofield, Allan Holdsworth, Kirk Hammet z Metallica, czy Jim Hall, a przecież to już zupełnie inne akustycznie granie. I wielu, wielu innych: Bill Frisell, Kurt Rosenwinkel czy … Mahatma Gandhi (śmiech).
Nasza muzyka to taka fuzja, nurt mocno pomieszany. Słuchaliśmy Coltrane’a w swoim czasie, słuchaliśmy różnych jazzowych kawałków. Nie stroniliśmy od słuchania rocka czy popu. Z resztą słuchamy ich do dziś. W naszej muzyce jest wszystko, czego kiedyś słuchaliśmy, nawet inspiracje etno. Myślę, że każdy może coś sobie w niej znaleźć. Jeżeli ty mówisz: Pat Metheny,  to super. Metheny to przecież geniusz muzyczny. Jakaś inna osoba mówi: Bill Frisell. A to są zupełnie inni gitarzyści, inni muzycy, w ogóle tak naprawdę trochę inne tory. Choć to zupełnie inna muzyczna droga, nie pozostaje nam nic innego, niż tylko się cieszyć z takich porównań.
Natomiast nasza płyta jest zróżnicowana. Owszem są na niej ballady. Jest „Light In Blind Alley” chyba najbardziej akustyczny numer na płycie. Są też utwory typu „Bazyliszek” czy „Star Wars”, gdzie po prostu jest bardzo rockowe fusion. Te kawałki nie mają nic wspólnego z Coltrane’m czy Methenym, bardziej z King Crimson. Komponując, nie zastanawialiśmy się nad tym, żeby to brzmiało w jakimś konkretnym stylu. Dopiero później okazuje się, że każdy nas z tyłu głowy ma jakieś przesłuchane płyty. Gramy też koncerty z kolegami, którzy też podpowiadają czego słuchać, czy jak grać w danym momencie. Myślę jednak, że na swój sposób ta płyta, pokazuje że na niej jesteśmy sobą. Że nie ma w niej nic na siłę. Zagrajmy ten numer w takim stylu, a ten w tym, albo tak jak ten, albo przepychamy tego typu wizję – nic z tych rzeczy. Na płycie słychać, że jesteśmy sobą.
MD: Jest tak trochę, że inspiracje, które każdy z nas ma od małego, to jest rozwój poprzez edukację. Zwiększanie świadomości tych inspiracji. Wydaje mi się, że pierwsza płyta jest zawsze do obrony i  jakby ktoś tego nie nazywał, to czekamy na styl jako band. Za dużo jest jeszcze nas indywidualnie, żeby powiedzieć że zespół ma określone brzmienie. Gramy na to zbyt krótko.
MS: Mnie na przykład nudzą płyty, które brzmią od pierwszego numeru do samego końca ewidentnie tak samo. Ja lubię zróżnicowane płyty.

Co to znaczy, że pierwsza płyta jest do obrony?

MD: W historii swojej miałem kiedyś do czynienia z reakcją na nagranie płyty, że bandy się rozpadały. O taką obronę mi chodzi, żeby trzymać się pierwszego strzału, jakim jest album. My jako zespół musimy pokazać swój styl. Nie zdarzyło się, aby pierwsza płyta była wyznacznikiem tego, jak zespół gra dalej.

To jest ciekawa informacja. Ja nie wiedziałem, że pierwsza płyta jest bardzo dramatyczna dla historii zespołu.

MS: Dramatyczna nie dla wszystkich zespołów, niektórym przechodzi to bardzo lekko, są kolejne płyty. Dla większości jednak ta sytuacja wymaga dużo siły i samozaparcia, dużo włożonej pracy, nie tylko muzycznej. Ważne jest aby nabrać poczucia, że to wszystko ma ręce i nogi, że warto grać taką muzykę. Pomagają sygnały  z zewnątrz, nie tylko w postaci recenzji, ale raczej reakcji odbiorcy, zwykłego odbiorcy. To wszystko składa się na dobry klimat w zespole.

Sądząc po reakcjach publiczności w trakcie koncertu w Dobranocce, to odbiorcom podoba się wasza muzyka.

MS: Ja byłem zdumiony, że w klubie nie przystosowanym do takiej ilości osób, był taki tłum. Wiadomo małe pomieszczenie, więc wrażenie tego tłumu było jeszcze spotęgowane. Na koncercie było ponad 100 osób, a w takim miejscu to naprawdę sporo.

Wróćmy jeszcze na chwilę do tych kwestii związanych ze stylem. Sami mówicie, że chętnie odwołujecie się do grania rockowego. Ja mam wrażenie, że również sięgacie po bluesowe inspiracje, jak choćby w utworze „Bazyliszek”. Dlatego trochę z przekorą zapytam, skąd ten pociąg do jazzu? Dlaczego jazz jest osią tej płyty? Dlaczego spotkaliście się w jazzie, a nie w jakimś innym nurcie muzycznym?

MS: Wiesz, każdy z nas ma inne korzenie muzyczne. Mi zdarzyło się nagrać płytę rock-progresywną. Zespół się właśnie rozpadł po tej płycie, ale to jeszcze trwało.

Jak się nazywał zespół?

MS: Alters. Zespół nadal istnieje ale w zmienionym składzie, choć płyta była naprawdę świetna, świetnie odebrana przez recenzentów, przez publiczność. Każdy z nas ewoluuje. Pierwotnie IQ był akustyczny i zdecydowanie bardziej jazzowy w znaczeniu mainstreamowym. Dopiero później do nas dotarło, że czemu mamy się ograniczać, jeżeli lubimy takie a nie inne granie. Mieliśmy chęć na akustyczne granie, ale czegoś nam brakowało. Tak jakby trochę w omamieniu, ćwiczyliśmy przez pół roku, przez rok, standardy. Takie granie rozwija. Harmonia, zasady muzyki, rytmika. Jazz, od samego początku, nie był przełomowy jako zjawisko, to jednak przywrócił bębny jako instrument, mimo że  na ogół postrzegane były jako zapomniane. W jazzie postawiono na rytm, na pewnego rodzaju figury melodyczno-rytmiczne i harmonię zaczerpniętą z innych gatunków. I choć granie standardów jest świetne, ale jakby nie szukamy w tym momencie siebie. Ale samo ćwiczenie standardów jest zaszufladkowaniem. Samo granie jest dopiero pokazaniem tej wszechstronności, jaką my mamy do zaproponowania słuchaczom.
A wracając do pytania o blues. Ja go w „Bazyliszku” nie słyszę. Są pewne skale: pentatonika, skala bluesowa. I akurat blues w tym numerze nie ma w ogóle formy bluesa, podstawowej 12 taktowej. Jednak widzisz to jest fajne. Właśnie to mi się podoba, że Ty słyszysz w tym blues, ktoś inny słyszy tylko jazz, ktoś inny fusion. To jest właśnie najfajniejsze w muzyce.

A gdybyście mogli w kilku żołnierskich słowach powiedzieć, czym się wyróżniacie na scenie jazzowej? Co jest waszym głównym atutem?

MS: Ekspresja.
DŚ: Ubiory (śmiech).

A wracając do muzyki?

MS: Myślę, że najbardziej trafne jest określenie ekspresja. Nie odgrywamy ze smutkiem na twarzy tego co mamy zagrać. W naszych utworach są bardziej lub mniej zaawansowane harmonie, są w nich naleciałości z rocka, r`n`b, hip-hopu i reggae (śmiech).
MD: Ogólnie brzmienie.
MS: Tak, brzmienie. No właśnie, brzmienie, które jest charakterystyczne. Każdy zespół ma swoje brzmienie, to jest jasne. Wydaje mi się, że ktoś po przesłuchaniu płyty, kiedy usłyszy tę magmę dźwięków, to będzie wiedział, że to my. Być może dlatego, że każdy indywidualnie pracuje nad tym brzmieniem. Dopiero te indywidualne pomysły sklejone w całość dają coś oryginalnego.

W trakcie tego premierowego koncertu w Dobranocce, w przerwach między utworami, snuliście, złożoną z gagów, opowieść o pewnym bazyliszku. Jak ważne w waszej scenicznej działalności są  akcenty kabaretowo-aktorskie?

MS: Na pewno traktujemy je amatorsko w podwójnym znaczeniu. Amator od ‘amare’. W trakcie naszych występów, robimy coś co kochamy. Podobnie, nasze próby to są często salwy śmiechu i płaczu.

Dodam, że ta atmosfera przenosi się na koncerty.

MS: Nie jesteśmy aktorami, w tym kontekście, jesteśmy amatorami w tym drugim znaczeniu. Mamy momenty lepsze i gorsze. Na początku, była to forma totalnie improwizowana. Była drabina na scenie, były mniej więcej ustalone teksty, ale bez żadnego scenariusza. Stwierdziliśmy po czasie, żeby być pewnym siebie i pewnym tego co się będzie działo …
MD: Każda pomyłka to tworzy.
MS: Każda pomyłka to tworzy, ale powstał jakiś scenariusz. Jest “książka”, opowieść o bazyliszku, która jakim stopniu wyróżnia na tle zespołów jazzowych i około-jazzowych. Do niełatwej w odbiorze muzyce dodajemy coś bardzo prostego, trywialnego, czasem zagadkowego, jakim jest humor. Trochę tego kabaretu i można było by się pokusić o stwierdzenie „a może to jest taki zabieg komercyjny”. Może po jakichś przemyśleniach? Jeżeli się głębiej nad tym zastanowić, to coś jest jako pozamuzyczny dodatek. Jest on jednak dla nas zupełnie naturalny. Po prostu, my tacy jesteśmy. Lubimy tego typu przedstawienia. Lubimy wygłupy, humor absurdalny, sarkastyczne klimaty. Zależy nam też, żeby to nie był zwykły jazzowy koncert, na którym wychodzi czterech smutnych panów. Mamy szacunek do innych artystów, który przecież pracując warsztatem, tworzą coś niesamowitego, ale my ogólnie jesteśmy wesołkami. A większość koncertów jazzowych, oczywiście ma wprowadzać jakąś zadumę, zamyślenie. Staramy się trochę od tego oderwać, żeby to był trochę taki nagły cios, trochę takie połączenie, zbudowanie jakiejś koncepcji. Każdy utwór może o czymś opowiadać. Jesteśmy często przedstawiani jako zespół czerpiący garściami z wyobraźni, jaka by ona nie była, mniej lub bardziej chora.
MD: [do członków zespołu] Nie pokazujcie mnie, ja się leczę (śmiech).
MS: I to nas wyróżnia. Wyszło całkiem naturalnie, że nie chcemy jakiegoś smutku. Chcemy żeby inaczej nas zapamiętano, dlatego wprowadzamy taki naturalny element rozrywki.
MD: A czas pokaże, czy się będziemy tego trzymać, czy nie.

Te akcenty kabaretowe mogą się podobać, bądź nie, ale sprawiają, że koncert jest autentyczny, rozluźniają atmosferę. Myślę, że w tym względzie idziecie trochę w brew pewnej tradycji jazzowej.

MS: Ale nie było takiego założenia. Ktoś, kto wychodzi, jest skupiony, wykonuje piękną muzykę na scenie. Wszystko świetnie dopracowane i jest niesamowicie. OK. My też takie koncerty gramy i grać będziemy, również w innych składach. Tutaj, mamy, może nie tyle pole do popisu, co wolność. Jak już kiedyś powiedziałem w wywiadzie, mamy taki jazzowy rock`n`roll.

A jak widzicie swoją przyszłość muzyczną? Czy to jest skład docelowy? Czy nie myśleliście, aby jeszcze poszerzyć instrumentarium?

DP: Fajnie byłoby zagrać z pianistą. Mieliśmy nawet jednego na oku, ale zawiesiliśmy ten pomysł chwilowo.

Na tę chwilę jest to skład docelowy. Jeżeli ktoś wybierze się na wasz koncert, zastanie obecny skład?
MS: Jasna sprawa!

O tym gdzie można kupić waszą płytę już mówiliśmy. Gdzie w najbliższym czasie można was posłuchać na żywo?

MS: 19 stycznia rozpoczęliśmy trasę koncertową, koncertem w Radiu Dla Ciebie. Trasa to 10 występów w różnych miastach Polski, zapraszamy do zapoznania się z plakatem, dostępnym na stronach facebook czy myspace. Koncerty odbędą się w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Katowicach, Gomunicach, Bydgoszczy, Kielcach, Grodzisku Mazowieckim. Zapraszamy!

Na zakończenie, nie mogę nie zapytać o osoby zaangażowane w przygotowanie płyty. Rozumiem, że nagranie płyty to duży trud, wymagający współpracy wielu ludzi. Czy chcielibyście komuś podziękować?

MS: Piotrkowi Remiszewskiemu, który nam nagrał przecież tę płytę, był realizatorem i tak naprawdę był współtwórcą tego brzmienia. Również dzięki niemu płyta trafiła do empiku.
Robertowi Migasowi, który zajmował się tzw. edycją.
Stefanowi Kozłowskiemu, który nas wspomógł finansowo, bez czego tak naprawdę tej płyty by nie było.
Kubie Krzeszowskiemu, który obecnie zajmuje się organizacją koncertów oraz działaniami promocyjnymi.
Myślę, że nawzajem sobie dziękujemy, że starczyło nam sił i zaparcia.
Naszym wszystkim inspiracjom: rodzinom, żonom, kobietom, dzieciom.
Imagination Quartet: starcom, kolejom mazowieckim, kombatantom i wszystkim naszym nauczycielom, którzy się gdzieś przewinęli w naszym życiu (śmiech).

Bardzo dziękuję za wywiad.


Wywiad z Imagination Quartet 6.01.2012 poprowadził: Paweł Bałdyga (TwojaKultura.pl), opracowanie: Agnieszka i Paweł Bałdyga.

Zobacz też:


Mały kotekZa każdym razem kiedy zapominasz dać lajka pod wpisem, gdzieś na świecie ginie mały kotek:

Wypowiedz się

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

1 119
s