Książka: Robert J. Szmidt – “Szczury Wrocławia. Szpital” [recenzja]

Szczury Wrocławia Szpital

Ofiary nieznanej epidemii z rozdartymi wnętrznościami znowu wychodzą na ulice Wrocławia. Milicja i ZOMO próbuje przeciwdziałać tej zarazie, lecz są bezsilni w walce ze skutkami nowej choroby.

Czy można po raz trzeci napisać książkę o tym samym i sprawić, że fabuła się nie nudzi? Robert J. Szmidt udowadnia, że tak. Motyw zarazy, która opanowała Wrocław i zombie tym razem opisane są z perspektywy pracowników i pacjentów szpitala psychiatrycznego, gdzie wszyscy zostają zamknięci od wewnątrz w obawie przedostania się choroby z miasta. Choroby, na którą nie ma lekarstwa, a jej skutki są nieprzewidywalne.

Zombie pielęgniarka

Miejsce akcji

“Szpital” przenosi nas akcją do jednego miejsca: wspomnianego szpitala psychiatrycznego. Ludzie panicznie boją się przedostania epidemii do murów szpitala, dlatego wszyscy zamykają się od środka bez możliwości ucieczki, ani wpuszczenia nowych osób z zewnątrz. Ci na zewnątrz szpitala szukali schronienia w środku. Ci w środku pragnęli wydostać się na zewnątrz ryzykując rozstrzelaniem przez milicję i wojsko, byle tylko uciec od tego jak najdalej. Z każdej strony powstaje coraz większa panika, nad którą musi zapanować mała grupka lekarzy. Nie mogą wypuścić żadnego z pacjentów na zewnątrz, zaś ci, którzy dobijają się do drzwi szpitala z błaganiem o schronienie, zostają zignorowani w obawie o ryzyko zarażenia schronionych. Zapasów jedzenia w szpitalu jest coraz mniej, a ludzi wciąż ubywa przez skutki niekontrolowanych zachorowań i ataków zombie. Jest coraz gorzej, a szanse na rozwiązanie problemu z godziny na godzinę maleją. Robi się coraz większy hardcore.

Zombie

Czas akcji

Akcja dzieje się w ciągu jednej doby: wieczorem 9 i porankiem 10 sierpnia 1963 roku. Wyjątkiem jest epilog z 12 sierpnia. Co ciekawe, książkę czytałem właśnie w tych sierpniowych dniach 2019 roku, dlatego byłem tu jakby bardziej obecny i przeżywałem każdą opisywaną godzinę czując, że to wszystko dzieje się teraz.

Delikatnie przewijający się wątek z “Krat”

W “Szpitalu” jest lekkie nawiązanie do opowieści “Szczury Wrocławia. Kraty”, gdzie zaczerpnięty jest wątek wypuszczania więźniów na ulicę. Całość jednak trzyma się ściśle jednego miejsca, jakim jest klinika psychiatrii we wrocławskim szpitalu.  “Szpital” jest bardziej klaustrofobiczny, co wzbudza jeszcze więcej strachu w czytelniku. Jednopłaszczyznowa fabuła jest tutaj zaletą, bowiem pozwala się skupić na jednej historii nie rozrzucając bohaterów gdzie popadnie. Dla niewtajemniczonych: “Kraty” to powieść znajdująca się w obrębie “Szczurów Wrocławia”, z tym, że akcja zamiast w szpitalu dzieje się w więzieniu, a raczej już poza nim po wypuszczeniu skazanych.

“Szczury Wrocławia” jako całość nadają się do ekranizacji, a zekranizowanie tego tytułu nie sprawiało by producentowi większych problemów. Mogłyby stać się hitem polskiego (i nie tylko) kina. Szkoda tylko, że “Szpital” w porównaniu z dwoma pierwszymi tytułami jest tak krótki.

Robert J. Szmidt – autor, który zaskarbił sobie serca czytelników

Roberta J. Szmidta czytelnicy znają głównie z polskich wersji Uniwersum Metro (Otchłań, Wieża, Riese) 2033 / 2035 oraz Horyzontów Zdarzeń wydawnictwa Rebis. Można powiedzieć, że teraz nazwisko autora może być kojarzone również ze “Szczurami Wrocławia”. Jest to nietypowa powieść o apokalipsie zombie, osadzona w latach 60 XX wieku w Polsce, czyli w czasach zamierzchłego PRLu. “Szpital” jest spin-offem, a nie kontynuacją “Szczurów Wrocławia”, dlatego nie ma konieczności wcześniejszego przeczytania dwóch poprzednich tytułów aby wiedzieć o co chodzi, choć i tak polecam przeczytać każde wydanie. Możesz jednak spokojnie wziąć się za lekturę “Szpitala”, a dopiero potem sięgnąć po wcześniejsze dzieła z tej serii.


Mały kotekZa każdym razem kiedy zapominasz dać lajka pod wpisem, gdzieś na świecie ginie mały kotek:

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

257