Książka: Leszek Herman – “Sieci widma” [recenzja]

Leszek Herman - Sieci widma

Wydawnictwo Muza wydaje książki, do których chce się wracać ponownie. Ostatnio dość mocno wciągnęły mnie tytuły z serii “Kryształowi” Joanny Opiat-Bojarskiej oraz “Nazywają mnie śmierć” – Klester Cavalcanti. Dziś chcę przedstawić Wam recenzję “Sieci widma” – książkę, którą napisał Leszek Herman. Książka należy do tych grubszych (zawiera ponad 600 stron), a jej premiera miała miejsca na początku października 2019.

Recenzja książki “Sieci widma” – Leszek Herman

Przyznam się, że pierwsze 200 stron strasznie mi się ciągnęło i już myślałem, że nie dotrwam do końca, ale potem nagle stał się cud. Akcja rozkręca się naprawdę powoli, a później nie pozwala oderwać się od książki. Tak wolno budowana fabuła to coś najlepszego, co mogło spotkać czytelnika podczas czytania tej książki. Muszę przyznać, że autor lubi budować napięcie od całkowitego znużenia, aż po ogromne zaciekawienie jak rozwinie się akcja. I to akcja nie byle jaka, bo prowadzona z wielu, z pozoru mało istotnych historii pobocznych, które zmierzają w jednym, wspólnym kierunku.

Wielowątkowa fabuła książki “Sieci widma”

Mimo, iż początkowo wydawało mi się, iż wiele wątków nie ma ze sobą powiązania, okazało się w dalszym etapie czytania, że to, co wydawało się nieistotne kilkadziesiąt czy sto stron wcześniej, ma wpływ na dalsze losy bohaterów. Główna akcja dzieje się na promie ze Szczecina do szwedzkiego Ystad. Tam, na środku morza, miejsce ma poważna katastrofa, której skutkiem jest zatonięcie promu. Kontenery, które uderzyły w prom, kryją w sobie tajemnicę, wartą miliony euro.

Jest pewna grupa przestępcza, która pod przykrywką firmy transportującej meble, wywozi cenne dzieła sztuki. Jest też dziennikarka, która w redakcji dostaje dziwną informację. Jak się okazuje, informacja ta jest wskazówką naprowadzającą na trop przestępców. Sytuacja, w której znalazła się redaktorka, jest niezręczna. Posiadanie tajnej informacji może obciążyć ją ryzykiem utraty życia. Tu zaczynają się emocje, które przykuwają czytelnika do książki.

Mimo, iż akcja jest budowana powoli, to zakończenie mnie trochę zawiodło. Spodziewałem się bardziej spektakularnej katastrofy. Wybaczyłbym autorowi, gdyby zakończenie przedłużyło się o kolejne 100 czy 200 stron, tak, jak dłużył się początek. A może za dużo naoglądałem się Titanica?


Mały kotekZa każdym razem kiedy zapominasz dać lajka pod wpisem, gdzieś na świecie ginie mały kotek:

5 Komentarzy

  1. Saudyjskie Wielbłady

    Zapowiada się interesująco. Ja jestem po dość trudnej i wymagającej lekturze książki “Łamacze kodów” (recenzja jest dostępna na naszym drugim blogu) więc chętnie sięgnę po coś lżejszego

    Odpowiedz
  2. Maria Kowalewski

    Brzmi dobrze, mimo dłużyzn we wstępie. Jednak bardziej mnie zaciekawiła seria “Kryształowi” Opiat-Bojarskiej, lubię autorkę a jeszcze bardziej lubię odnajdywać książki, których nie przeczytałam. Skoro wciągnęła, to na pewno trzyma poziom:)

    Odpowiedz
  3. Patryk Tarachoń

    Myślę, że na temat zakończeń powstaje najwięcej wypowiedzi. Czytelnicy bardzo często dużo oczekują od autora, ale zakończenie wzbudza żal.

    Odpowiedz
  4. Paulina Radziszewska

    Przeczytałam wiele książek, niektóre również mnie zawiodły i sprawiły, że długo żałowałam ich zakupu.

    Odpowiedz
  5. Pojedztam.pl

    Mimo wszystko wolę chyba jak od początku akcja nie jest za wolna.

    Odpowiedz

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

181