Książka: Keri Beevis – “Zamilknij na zawsze” [recenzja]

Keri Beevis - Zamilknij na zawsze

Dochodzi do wypadku dwóch samochodów. Lila Amberson jest jedyną osobą, która przeżyła. Odzyskuje świadomość dopiero w szpitalu. Nie wie, co się stało, ale gdy wszystko zaczyna do niej powoli docierać i odzyskiwać pamięć, postanawia zbadać sprawę swojego wypadku. Im bardziej zaczyna sobie przypominać, tym większy zaczyna odczuwać lęk, że ktoś próbuje ją celowo skrzywdzić.

Jack Foley jest słynnym pisarzem thrillerów, który stracił najmłodszą przyrodnią siostrę w wypadku, w którym też brała udział Lila. Kiedy Lila pojawia się, by złożyć wyrazy szacunku na pogrzebie jego siostry, Jack jest zły i początkowo jest negatywnie na nią nastawiony. Wkrótce zdaje sobie sprawę, że się mylił. Postanawia ją chronić i zaczyna się o nią troszczyć, co zbliżyło ich do siebie bardziej niż do roli przyjaciół.

Konsekwencje wypadku głównej bohaterki przybierają na sile. Nie chodzi tylko o jej powrót do zdrowia, ale także o zrozumienie, co naprawdę wydarzyło się tamtej pechowej nocy. Utrata pamięci Lili i jej próby budowania więzi z rodziną Jacka (rodziną ofiary wypadku z drugiego samochodu) ujawniają złowieszcze tajemnice i sprawiają, że Lila obawia się o swoje bezpieczeństwo. Lila jest osobą wrażliwą emocjonalnie i fizycznie. Powrót do zdrowia po tak poważnym wypadku wymaga sporo czasu, ale ona wciąż myśli o tym, żeby nawet kosztem swojego kalectwa jak najszybciej dowiedzieć się jak najwięcej szczegółów tego zdarzenia. Jej nowy przyjaciel – Jack postanawia jej pomóc.

Autorka daje czytelnikowi zarówno wciągający tor zbrodni do rozwiązania, jak i rozgrzewającą historię relacji pomiędzy Lilą oraz Jackiem. W świetle wypadku i tymczasowego kalectwa Lila potrzebowała takiego przyjaciela, jakim okazał się nowo poznany Jack. Nawet w takich okolicznościach może nawiązać się romans. Powoduje to petardę różnorakich emocji, które wzajemnie ze sobą współgrają. Ale spokojnie. Nie trzeba się obawiać, że to jakieś romansidło pod przykrywką emocjonującego kryminału. Romans stanowi tu tylko znaczenie drugoplanowe i na pewno relacja między postaciami nie jest przesłodzona.

Mimo niewielkiej obsady postaci, ani razu czytelnik nie odczuwa nudy. Sposób rozwoju śledztwa jest na tyle pasjonujący, że zamiast ziewania, czytelnik potrafi zarwać całą noc, aby dojść do finału akcji jednym tchem. To jest całkiem możliwe, ponieważ książka napisana jest w taki sposób, że nie wiadomo kiedy tak szybko dochodzimy do finiszu.


Mały kotekSpodobał Ci się wpis pt.:
Książka: Keri Beevis – “Zamilknij na zawsze” [recenzja]?
Za każdym razem kiedy zapominasz dać lajka pod wpisem, gdzieś na świecie ginie mały kotek :)

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

195