Grubson na szczycie, czyli jak rap flirtował z reggae

Koncert Grubson

“Roots, rock, reggae” śpiewał w latach siedemdziesiątych Bob Marley. Dekadę później raperzy z Run DMC zgrabnie przemianowali tę frazę na „Roots, rap, reggae”. Ale flirtu rapu i reggae w historii muzyki było dużo więcej.

Wielki przebój (ponad sto milionów wyświetleń na Youtube) „Na szczycie” Grubsona idealnie łączy rapową nawijkę z rastamańskimi wibracjami wprost z Karaibów. To, co wciąż cieszy się ogromną popularnością wśród słuchaczy, narodziło się gdzieś w latach siedemdziesiątych XX wieku na Bronksie. Jednym z ojców fuzji reggae i hip-hopu był pochodzący z jamajskiego Kingston DJ Kool Herc. „To była kwestia czasu, by reggae i rap się połączyły. Korzenie hip-hopu sięgają Jamajki” – wielokrotnie powtarzał w wywiadach. Jego słowa okazały się prorocze.

Hip-hop i reggae jadą na tym samym wózku

Hip-hop, czyli wielkomiejska amerykańska muzyka czarnoskórej mniejszości, której podwaliny kładł w latach siedemdziesiątych DJ Kool Herc, w prostej linii wywodzi się z reggae. Cofnijmy się jeszcze głębiej w XX wiek z kontynentalnej Ameryki na Karaiby. To właśnie jamajskie Kingston w zamierzchłych latach 40. rozbrzmiewało wszelkimi odmianami karaibskiej muzyki. Jednoczesna eksplozja popularności radia pomogła importować na wyspy muzykę z kontynentu. Didżeje, którzy dbali o dobór właściwych dźwięków w radiu i na imprezach, skorzystali z rozwoju technologii, by tworzyć ogromne sound systemy, pozwalające na publiczne odtwarzanie muzyki. Zestawy złożone z selektora płyt i ogromnych głośników szybko zrobiły furorę na Karaibach i zaczęły wypierać ze sceny zespoły grające muzykę na żywo. Do selektorów szybko dołączyli toasterzy, czyli jamajscy nawijacze improwizujący tekst pod rytm, który aktualnie leciał z głośników. Za pierwszego toastera, który rymował do rytmu, uważa się U-Roya, czyli Ewarta Beckforda. Nieprzypadkowo nazywa się go do dziś ojcem chrzestnym rapu. U-Roy rymował do reggae’owych rytmów rzucanych przez didżeja. Jamajka posiadła więc mit założycielski hip-hopu, który dziś brzmi z odtwarzacza każdego nastolatka na całym globie. Połączenie granej z płyt muzyki, rymowanych słów i zgrywanie ze sobą podobnych rytmów położyło podwaliny pod jedną z najprężniejszych dziś gałęzi muzycznego biznesu.

Z Jamajki do USA

Nie trzeba było dużo czasu, by z wysp ta muzyka zawędrowała na kontynent. Zainfekowała się funkowymi breakami, soulowym groove i jazzową synkopą. Hip-hop i reggae to bliscy kuzyni, twierdzi DJ Kool Herc, i trudno nie przyznać mu racji. Pionier amerykańskiego hip-hopu całe dzieciństwo spędził na Jamajce, więc dobrze wie, co mówi. Sam zaczynał grać imprezy od numerów Boba Marleya czy nawijek U-Roya, do których z kolei wynajęty przez niego MC wykrzykiwał dodatkowe frazy, zagrzewając ludzi do tańca. Chcąc nieco rozbudzić imprezowiczów, reggae wymienił na funk i disco, a stąd była już prosta droga do wielkich wytwórni, które pod koniec ubiegłego stulecia masowo podpisywały kontrakty z hip-hopowymi wykonawcami. Dziś raperzy i publiczność wciąż kochają reggae, o czym świadczy 100 milionów wyświetleń hitu Grubsona.


Mały kotekZa każdym razem kiedy zapominasz dać lajka pod wpisem, gdzieś na świecie ginie mały kotek:

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

243