Muzyka: Brodka – „Sadza” [premierowa recenzja]

Brodka Sadza recenzja płyty

Czasy, kiedy albumy na płytach zawierały prawie godzinę muzyki minęły. Teraz bardziej liczą się utwory, które się szybko przewija, a albumy krótsze niż pół godziny nikogo już nie dziwią.

Kiedy Spotify rozlicza się z wykonawcami za odtworzenie 30 sekund utworu, muzycy zaczęli kombinować jak spowodować szybszą rotację swoich produkcji, aby zarobić na odtwarzaniu jak najwięcej. W ten sposób nastała era muzyki nie angażującej słuchacza, a wydawanie albumów godzinnych stało się nieproduktywne. Lepiej już zrobić dwa mniejsze albumy po 20 minut, żeby algorytmy muzycznych platform streamingowych częściej je podpowiadały swoim użytkownikom. To już nie czasy 2020, w których artyści pozbawieni możliwości spełniania się na scenie, wydawali w dużych ilościach swoje produkcje, aby wypełnić artystyczną pustkę.

Czy Brodka przyjęła podobną strategię? Tego nie wiadomo, dlatego nie ma sensu oceniać jej najnowszego albumu w ten sposób. Album „Sadza” wydany przez Brodkę w październiku 2022 szybko się kończy. To zaledwie 22 minuty słuchania 6 otworów (no dobra, 7, ale „Outro” nie liczę). To album dobry na słuchanie w streamingu. Obawiam się, że nie tylko ja tak myślę, że kupno fizycznego minialbumu w postaci nośnika CD to pomysł trochę przesadzony.

Brodka śpiewa po polsku

Cieszy fakt, że Brodka powróciła do śpiewania po polsku, choć pewnie ten krok utrudni jej popularyzację na rynku zagranicznym. Poprzedni album „Brut” był w pełni anglojęzyczny, był niemal dwa razy dłuższy i bardziej przystępny dla niedzielnego słuchacza. „Sadza” z 2022 roku spodobać się może bardziej wymagającym słuchaczom, tylko co tam robi raper w utworze „Hydrozagadka”? Być może zaproszenie Zdechłego Osy było decyzją przemyślaną, lecz jeśli w zamierzeniu miał to być ambitny album, trochę tam Zdechły Osa średnio pasuje.

Alternatywny pop z domieszką szorstkiej elektroniki i melancholijnego wokalu, mimo paru niedoskonałości dobrze się słucha wieczorem po ciężkim powrocie do domu. Cały czas mam uszach utwór „Game Change” z jej poprzedniego albumu „Brut”. W „Sadzy” słychać parę melodyjnych akcentów przemyconych z wcześniejszego albumu. Ciężko ocenić ten album za całokształt, ponieważ jest tu za mało podstaw, aby wyrobić sobie konkretną opinię. Mimo poczucia  ogromnego niedosytu oceniam „Sadzę” pozytywnie. Szkoda tylko, że przyjemność ze słuchania tak szybko się kończy.

 


Mały kotekSpodobał Ci się wpis pt.:
Muzyka: Brodka – „Sadza” [premierowa recenzja]?
Za każdym razem kiedy zapominasz dać lajka pod wpisem, gdzieś na świecie ginie mały kotek :)

1 Komentarz

  1. Nowa płyta Brodki jest dobra, ale za krótka. To fakt. Zawsze można ją słuchać dwa razy częściej, takie są zalety krótkich albumów. Muzycznie materiał jest dobry, ale teksty wydają się takie trochę przypadkowe.

    Odpowiedz

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *