17-ty grudnia 2011 godzina 16:45, coś smyra mnie po…. kieszeni spodni. Tak. To był telefon.
Kamyk: „Bartek jedziesz na Jelonka do Wiatraka ???? Gra o 19tej”.
Biorąc pod uwagę że do Zabrza mam ze 40 km, auto nie do końca sprawne, a komunikacja jest jaka jest. mogłem odpowiedzieć tylko w jeden sposób: SPOKO!!! JADĘ!!! No to pojechałem. Wpadłem akurat na połowę sztuki supportu. Nie istotne. Zająłem dogodną pozycję z aparatem i czekam cierpliwie aż Jelonka ustrzelę. No i w końcu wszedł był na scenę w towarzystwie reszty stada. Publika skandowała na przemian JE-LO-NEK – (gwiazda wieczoru w końcu) i NA-PIER-DA-LAĆ!!!
A że chłopak ugodowy jest no to zaczął. Znam twórczość Pana Michała z CD ale na żywca powalił mnie jeszcze bardziej. Po pierwsze moi drodzy to lubię jak muzykowi się chce, bo inaczej – ci co byli na śląskim na RHCP to wiedzą o czym mówię – jest średnio co najmniej. Po drugie, to lubię jak zespół ma kontakt z publiką. Po trzecie, fajnie jest jak nie jest sztywniakiem, który jest wieeeelką gwiazdą.
Jemu na prawdę się chciało. Scena jest jego żywiołem. Jest go tam pełno – jakby miał boisko Wembley też by sobą zapełnił, tak samo jak jego zespół, co utrudnia pracę fotografa, bo łatwiej chyba zrobić fotę przelatującemu pociskowi, ale daje większą frajdę, bo co za przyjemność pstrykać znak drogowy.
Widać że chłopaków kręci to co robią. Bez żadnego nadęcia, pozerstwa czy udawania czegokolwiek. Rock`n rollowa jazda na maxa. Świetny kontakt z publiką zarówno monsieur Jelonek, jak i reszta zespołu, w szczególności basista, który na scenie kojarzył mi się z Christainem z Fear Factory. Pełno go na scenie i na prawdę wie do czego służy bas w takiej muzie. Z bębniarzem stworzyli na prawdę potężną sekcję. Znakomitego również ma gitarzystę senior Jelonek. Sztuką jest nie robić mgły na gryfie i mimo to dać odczuć że jest się wyjadaczem.
Co do kierownika zamieszania, jak przystało na muzyka z wykształceniem, gawiedź uświadomił kulturalnie i klasykę zagrał. No to był i Chaczaturian i jego Taniec z Szablami, – z gwiazdami nie mylić bo to wstyd – Był Judas Priest i Breaking the law, Jimi H. i jego Voodoo Child. Nawet Boney M zagrali… Daddy Cool. A co ?? Jak krzewić kulturę to na maxa.
Jak dla mnie zabawa była przednia, jeden z najlepszych koncertów klubowych jakie widziałem. Życzyłbym sobie, ale i wam drodzy, by tak wyglądały koncerty, i gwiazdy były takie. By robiły na prawdę świetne koncerty zamiast ślizgać się po dziwnych powierzchniach w TV.
