Recenzja: The Band of Endless Noise – „The Blue Nun”

The Band of Endless Noise - The Blue Nun okładka

Nie znając jeszcze dokładnego profilu wytwórni Falami, po raz pierwszy widząc płytę The Band Od Endless Noise myślałem sugerując się nazwą, ze zawartością płyty będą industrialne szumy, których jakoś zbyt wiele ostatnio, szczególnie dla osób mieszkających w metropoliach. Na szczęście się myliłem.

Muzyka z płyty „The Blue Nun„, określana jako psychodeliczna opera mydlana (szczerze nie rozumiem tego określenia, ale podoba mi się), to nieagresywna, melodyczna i lekko relaksująca dawka energii. Sporo tu motywów popowych, choć porównać tą płytę popem było by niewybaczalnym grzechem. Elektroniki także tu nie brakuje, która uzupełnia muzykę w postaci rytmicznej i efektów dekorujących całą zawartość muzyczną płyty. Słychać tu zamiłowanie do Kraftwerk, ale płyta jego inspiracji zawiera na tyle niewiele, że niekonieczne jest tu porównanie do tegoż zespołu. „The Blue Nun” jest bardziej transogenna, będąca tłem codziennego życia, banalnych czynności wykonywanych odruchowo. Słucha się jej tak, że w żaden sposób nie koliduje nawet w pracy.

Zobacz też:


Mały kotekZa każdym razem kiedy zapominasz dać lajka pod wpisem, gdzieś na świecie ginie mały kotek:

Wypowiedz się

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

617
s