Muzyka: Tattooed Head Woman – Przeciwziemia [recenzja]

Tattooed Head Woman

 

Bardziej dojrzałej epki nie słyszałem. I tu właściwie powinienem zakończyć.

Jak ją dostawałem do rąsi, to usłyszałem, że taka trochę hipsterska. Nosz jasna… – pomyślałem i wsadziłem w kieszeń. Większej antyreklamy nie można sobie wyobrazić. Już wyobrażałem sobie te pseudoartystyczne, wydumane i mądre niczym wiejskiego stróża teksty. Ale że jakiś masochizm mi się włączył, to odpaliłem od razu. I dobrze, bo leżałaby z tydzień albo i dwa gdzieś obok jakichś rupieci. Zamiast duchowego seansu S/M dostałem zawodowy materiał. Przemyślany, doskonale zagrany, nieźle zrealizowany. „Tattooed Head Woman” grupy Przeciwziemia to jedna z tych płyt która wciąga coraz głębiej, głębiej i głębiej. Za każdym razem odnajdujesz coś nowego, i to nie tylko jak jesteś muzykiem, który doszukuje się jakichś patentów do podebrania, tym bardziej że nie jest to „techniczna” płyta. Ot niby zwykłe akustyczne granie. Tyle że z takim feelingiem, którego niejeden może pozazdrościć.

Do czego to mógłbym porównać? Pierwsze co przychodzi mi do głowy to Dave Mathews Band. Rockowe granie na akustyku, saksofonie, klawiszach i rockowo gadającej sekcji rytmicznej. Dodatkowo wszystko jest okraszone wokalem Bartosza Sobieraja, momentami ocierającymi się o barwę Roguckiego, czasem, ale tylko czasem o Kupichę, i ma taki, nazwijmy to „szept” niczym Titus z Acid`s, choć pozostaje sobą i jest naprawdę dobry. Ale to tylko moje skojarzenia. Co do materiału to już w pierwszym numerze „Tattooed Head Woman” mamy okazję przekonać się o poziomie muzyków. Znakomicie grająca sekcja, świetne solo na saksofonie, i ten wokal. Następnym utworem jest nastrojowy „Korytarze”, z pięknym pianinem Przemysława Banaszka, które mnie powaliło. Trzecim utworem są „Szczury” z takim orientalnym riffem. Bardzo dynamiczny utwór, który uspokaja się w refrenie, co powoduje że staje się jeszcze bardziej intrygujący. I tu ukłony do Krzysztofa Łabisza, który na saksofonie sopranowym wygrywa cały motyw z prędkością, którą Slayer by się nie powstydził. Należy też po raz kolejny zwrócić uwagę na Tomasza Jaśkiewicza (Bass) i Konrada Kościelskiego (Dr) za na prawdę mocne rockowe granie. Takie z „jajem”. Całość zamyka „Covered by the sun”. Bardzo nastrojowy utwór. Taki trochę w klimacie U2 z czasów na przykład „Wide Awake in America”. Bardzo przestrzenny. W bonusach dostajemy dwa utwory „Corridors” i  „Holly Bomb”.

Mnie osobiście zespół podoba się w obu wersjach językowych, choć to nie jest metal i lepiej byłoby by w tym kraju Bartek śpiewał jednak po polsku. Jakie są minusy tej epki? Ano – jak dla mnie – to takie że jako złośliwiec nie mam się do czego przyczepić. To tyle. A miałem zamiar zmieścić się w jednej linijce. Jak widać nie wyszło. O dobrych rzeczach można gadać godzinami.

Zobacz też:


Mały kotekZa każdym razem kiedy zapominasz dać lajka pod wpisem, gdzieś na świecie ginie mały kotek:

Wypowiedz się

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

604
s