Muzyka: Scooter – Music for a big night [recenzja]

Scooter "Music for a big night out" - okładkaKolejna nieudana płyta zespołu Scooter. Odnoszę wrażenie, że ten zespół czasy świetności stracił już ponad 15 lat temu, a każda nowa produkcja staje się coraz większą kompromitacją. Pamiętam te czasy z 1995 roku, gdy ukazała się pierwsza płyta Scootera „…And The Beat Goes On” – to był wielki rave’owy szał, wręcz kultowy. Piękne czasy, do których warto było wracać. A teraz? Gdzie podział się tamten pamiętny muzyczny feeling? Gdzie jest ten stary dobry Scooter? Co się do cholery dzieje z jego muzyką?

Scooter jest doskonałym przykładem jak można w szybki sposób spocząć na laurach i przy następnych wydaniach powielać coś, co już było, stale zaniżając poziom. „Music for a big night out” to już szesnasty album w dorobku Scootera. Taką moją tradycją jest, że załączam co roku każdy wydany album z nadzieją na usłyszenie czegoś nowatorskiego. Z roku na rok jestem coraz bardziej zażenowany. Ileż to można słuchać powielanych tanich dyskotekowych schematów, niczym nie wyróżniających się od pozostałych setek innych wykonawców.

To, co było dobre za pierwszym razem, nie urywa dupy przy szesnastym podejściu. Przyrzekłem sobie, że gdy wyjdzie za około rok kolejny album Scootera, nie sięgnę po niego. A tymczasem idę sobie odkurzyć pierwszy wydany album Scootera „…And The Beat Goes On” i zapłakać nad losami muzyki.

Zobacz też:


Mały kotekZa każdym razem kiedy zapominasz dać lajka pod wpisem, gdzieś na świecie ginie mały kotek:
Śledź mnie na Feedly

Wypowiedz się

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ten wpis przeczytano 1 161 razy
s