Park Morderców

Muzyka: Moonrise – Stopover – Life [recenzja]

Moonrise – „Stopover – Life”Podobno to jest już trzecia płyta zespołu Moonrise. Dziwne, bo nic o poprzednich dwóch nie słyszałem. Ba! Nie znałem nawet zespołu Moonrise. Zastanawiam się: jakim cudem mogłem ich wcześniej nie znać? Nieznajomość Moonrise może mieć jednak zaletę. To pozwala na świeże spojrzenie na ich twórczość, bez oglądania się w ich dyskograficzną przeszłość. Choć z jeszcze innej strony, nie będzie dane ocenić postępu artystycznego kapeli.

Muzyka neoprogresywna – słyszał ktoś takie określenie? Jeśli nie, to może będzie okazja przy przesłuchaniu tej płyty. Niby w muzyce rockowej odkryto już (prawie) wszystko, lecz czasem zdarzają się płyty, które ku zaskoczeniu muzycznych konserwatystów, robią niespodziewany krok naprzód i utrwalają się w uszach na dłużej niż okres żywotności współczesnej muzyki. Czym chłopaki zasłużyli sobie na pochwałę? Przede wszystkim na nie trzymaniu się wzorców czerpanych od innych zespołów. Nie ma sensu ich porównywać do innych, ponieważ Moonrise gra po swojemu. Choć może trochę zbyt syntetycznie za sprawą Kamila Konieczniaka – klawiszowca.

Padło gdzieś słowo, że płyta „Stopover-Life” zadowoli nawet starych fanów Genesis. Może i tak, lecz starsze pokolenie było wychowane raczej na bardziej tradycyjnych środkach przekazu muzycznego. Wokal jednak z czystym sumieniem należy powiedzieć, że przewyższył techniką Phila Collinsa. Marcin Jajkiewicz przy mikrofonie miał niełatwe zadanie dorównać melodycznie przebajerowanym syntezatorom. I z takiej bajerki, może i trochę na siłę, powstało coś, co zapisało się do historii polskiej muzyki progresywnej z notą powyżej przeciętnej.

Zobacz też:


Mały kotekZa każdym razem kiedy zapominasz dać lajka pod wpisem, gdzieś na świecie ginie mały kotek:
Śledź mnie na Feedly

Wypowiedz się

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

447
s