Muzyka: Materia – Case of noise [recenzja]

materiaDał wam ktoś kiedyś w łeb na dzień dobry?
Wiecie, tak ot, bez słowa wstępu?
Tak mogę porównać to, co odczułem za pierwszym razem, jak usłyszałem ten album.
Dziwne uczucie. Zanim dotarło do mnie co było grane, było już po wszystkim.
I tak się zawahałem, wchodzić do tej bramy jeszcze raz czy nie?
I wchodziłem kilkanascie razy. Aż w końcu wiedziałem jak robić uniki i tak dotarłem do momentu, gdy mogę powiedzieć to i owo na temat.

„Case Of Noise” zepsołu Materia to kawał bezkompromisowego łojenia pomiędzy death metalem a nu (???). Rozumiem wasze zdziwienie, w szczególności tych ortodoksów spod znaku Kreatora, Slayera, Testament, czy Napalm Death. Jak można połączyć ich świętości i te nowe – i tu pada rym do słowa „równo”. Ano można, i to sprawnie.

Wyrażnie słychać na czym chłopaki się uczyli grać, ale widac również że są świadomi że jest XXI wiek, że czas nie stoi w miejscu.
Mają świetny warsztat, otwarte głowy na muzykę co zaowocowało niezłą płytą. Dodatkowo nagraną w Izabelin Studio, co już chyba wyjaśnia wszystko dlaczego brzmi jak nie z kraju nad Wisłą.

Reasumując: świetny album czwórki ze Szczecinka, który będzie walczył pośród kolowowej tandety na półkach sklepowych swą czarną jak śląski węgiel okładką.

Zobacz też:


Mały kotekZa każdym razem kiedy zapominasz dać lajka pod wpisem, gdzieś na świecie ginie mały kotek:
Śledź mnie na Feedly

Wypowiedz się

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ten wpis przeczytano 314 razy
s