Muzyka: Blankspace – Bad Trip [recenzja]

2:41. Mimo zmęczenia zarówno fizycznego jak i psychicznego, nie byłem dziś w stanie zasnąć. Czyli to taka chwila kiedy człowiek bije się z myślami i by to wszystko ogarnąć trzeba mieć jakiś soundtrack to tych wszystkich projekcji które sobie sam człowiek funduje. Blankspace wpadło mi w łapy niedawno i przesłuchiwałem płytę bez większych uniesień. Nie to by mi się nie podobała, ale nie był to ani odpowiedni czas, ani klimat, do tego typu muzy, dlatego leci teraz na spokojnie. Dopiero teraz to wszystko siedzi w całości. Świetny melancholijny sok, który delikatnie chłopaki serwują na prawdę działa kojąco na skołatane nerwy. Na prawdę świetna płyta. „Take Me Away” otwiera tą epkę na prawdę świetnym, choć debilnie prostym gitarowym tematem. I dlatego jest tak fajny. Potem jest jeszcze lepiej. „Save”, do którego zrobiono całkiem fajny klip, za nie duże pieniądze jest dobrą  wizytówką bandu, która ma promować band. Jednak moim faworytem jest „Alone„. Delikatny, z wolna lejący się numer. Jedyne do czego się przyczepię – a muszę do czegoś, bo nie byłbym sobą – to okładka, która bardziej kojarzy mi się z płytą Siekiery  czy  Klausa Mitfocha niż z progrockowym bandem. No i nie przepadam za polskim wokalem w takiej muzie, i z tego powodu ostatni utwór „Otwórz oczy” dla mnie jest tylko dobry. Ale to tylko moja wredna subiektywna ocena. Podsumowując: kolejna płyta na mojej półce, którą będę słuchał z wielką przyjemnością, bo na takie bad tripy to mogę chodzić po nocach nawet boso.

CD zawiera:

1. Take me away
2. Save
3. Alone
4. Otwórz oczy

oraz teledysk do utworu Save

Zobacz też:


Mały kotekZa każdym razem kiedy zapominasz dać lajka pod wpisem, gdzieś na świecie ginie mały kotek:
Śledź mnie na Feedly

Wypowiedz się

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ten wpis przeczytano 454 razy
s