Prawo do zemsty

Praski przepis na barszcz ukraiński


W sobotę, 23 czerwca 2012, punkt szesnasta, w samym centrum warszawskiej Pragi, a dokładnie pod bramą Bazaru Różyckiego, rozpoczęło się wydarzenie niezwykłe. Tamże wystartował VI Spacer Muzyczny.

Zaczęło się niewinnie. Do wzbierającego tłumu parapetyków dołącza tajemnicza para. On z gitarą, ona z rowerem i jadącym na nim wzmacniaczem, a łączy ich kabel. Później jakiś bęben wyskakuje z autobusu. Przez tłum gapiów przebija się saks, akordeon i kolejna gitara. I nuże nurzać się pospołu w spacerowaniu. Od Różyca, Floriańską aż do muszli koncertowej w Parku Praskim. Owi tajemniczy muzycy to połączone siły formacji Paprykalaba i Raskardaš Orkestar.

Jako pierwsza w muszli koncertowej wystąpiła formacja Paprykalaba – w repertuarze folkowo-punkrockowej Perkalaby. Różnice w aranżacjach proponowanych przez Paprykalabę i Perkalabę nie są dramatyczne, sprowadzają się wyłącznie do wykorzystywanego instrumentarium. Artyści spod znak „papryki” grają na … warzywach. Paprykalaba składa się z trzech sekcji: dyniowate (ogórki i arbuzy), selerowate (marchew) oraz niezapomniane kapustne (kalarepa). Marchwie i cukinie służą jako flety, arbuzy jako bębny, a kalarepa wypełniona grochem względnie fasolą jako marakasy. A dyryguje nimi Ben Cope z charakterystycznym kolczykiem w kształcie papryki w uchu.  Sam nie wiem, czy pisząc o tym, co na scenie wyprawia Paprykalaba, lepiej pisać o skalach dźwiękowych, czy może raczej o składzie witaminowym tego istnego barszczu ukraińskiego. Niezależnie od rozstrzygnięcia dylematu, widzowie w trakcie koncertu wyraźnie pokraśnieli, jakby odjęło im lat. A tym, którym lat ubyć nie mogło, przybyło wręcz atomowej werwy. Dość powiedzieć, że Paprykalaba swój występ zakończyła żegnana huraganowymi oklaskami.

Raskardaš Orkestar to grupa odrobinę bardziej poważna – gra na instrumentach wielokrotnego użytku! Kapela klezmerska z bogatym instrumentarium, wokalista zainspirowany Tomem Waitsem, liczne odwołania do ukraińskiego folkloru i pikantna szczypta kabaretu, to przepis na nowatorską prezentację muzycznych tradycji. Wielką sztuką jest zagrać tradycyjne motywy na nowy sposób, przy jednoczesnym zachowaniu muzycznej tożsamości. Raskardaš Orkestar jest zupełnie inny niż na przykład bardzo konserwatywny w brzmieniu polski Kroke. Różny choćby w instrumentarium, więcej w jego muzyce elektroniki, a jednak wciąż ludowy, folkowy. Na przykład na promowanej w trakcie koncertu płycie można znaleźć utwór, który sięga do ukraińskiego Hopaka, ale zagranego na klezmerską modłę, z klarnetem prowadzącym cały utwór. To połączenie różnych muzycznych treści, ukraińskiego i żydowskiego folkloru, alternatywnych brzmień spod znaku noir daje nową, fascynującą jakość.

Występ obu zespołów spina ta sama klamra – zabawa muzyką. Harce z użyciem tego, co inni mogą uznać za nabożne. Niech symbolem muzycznego dokazywania, mieszania gatunków i nie całkiem poważnego scenicznego zachowania będzie noszona w uchu Bena Cope’a papryka. Warszawska Praga – czasem – daje możliwość uczestnictwa w wyjątkowych występach. Wielokulturowość, ślady tradycyjnych tożsamości w – o paradoksie – nowatorskim muzycznym wydaniu. Dużo dystansu, niewymuszonego smakowitego żartu, a przede wszystkim autentycznej radości.  Drodzy Warszawiacy (i nie tylko)! Apeluję do was. Żyjmy zdrowo. Grajmy na warzywach.

spacer_muzyczny_20120623_8923

Zobacz też:


Mały kotekZa każdym razem kiedy zapominasz dać lajka pod wpisem, gdzieś na świecie ginie mały kotek:
Śledź mnie na Feedly

Wypowiedz się

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ten wpis przeczytano 1 630 razy
s