Muzyka: Lobotomia – Kołysanki dla samobójców [recenzja]

Lobotomia - Kołysanki dla samobójców

Świeżakami raczej nie są, bo grają od 2006 roku. Lobotomia? Jakoś nie znałem ich do tej pory. Wydawało mi się zatem, że ich muzyka może trafiać do jakiejś szczególnej, specyficznej niszy, która jest pomijana w mediach szerszego nurtu. Na szczęście się myliłem. Brzmienie zespołu Lobotomia nie jest absolutnie niszowe, choć mainstreamowe nie jest tym bardziej. Rockowo – bluesowe psychodeliczne niewiadomoco, które słucha się całkiem dobrze. Tak typowo barowo. Lub domowo, gdy nikogo nie ma.

Wyobraź sobie siebie siedzącego przy oknie z zaparowaną szybą, trzymając w ręku pustą szklankę po wódce. Za oknem widzisz ponury deszcz i uciekające ptaki. Z głośnika słyszysz płytę zespołu Lobotomia przesyconą negatywnymi tekstami. Ten przesadny pesymizm zaczyna Cię coraz bardziej dołować, przez co czujesz coraz większą beznadziejność. Kołysanki dla samobójców – raczej dla osób ze zbliżającą się depresją.

Nagle zaczynasz zazdrościć samobójcom, że całe swoje życie mają już z głowy. Jak to dobrze, że okno ma zepsutą klamkę i nie ma jak przez nie wyskoczyć. Co teraz zrobić? Jak by ktoś chciał w jedną stronę popilotować samolot ‪Germanwings‬, to ta płyta mu w tym pomoże. I ją zapamięta. Do końca życia.

Zobacz też:


Mały kotekZa każdym razem kiedy zapominasz dać lajka pod wpisem, gdzieś na świecie ginie mały kotek:
Śledź mnie na Feedly

Wypowiedz się

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ten wpis przeczytano 534 razy
s