Książka: Marek Maniewski – Atomowy Eden [recenzja]

Atomowy EdenUwielbiam filmy postapokaliptyczne. Literaturę również. Tak się składa, że treść książki „Atomowy Eden” początkowo miała być scenariuszem filmowym, który po jakimś czasie został porzucony. Pozostała sama książka, która też cudem ocalała dzięki zachowanym notatkom na dysku twardym autora.

Świat w odległej przyszłości po katastrofie nuklearnej. Wyginęła większość ludzi oraz gatunków zwierząt i roślin. Ludzie, aby mogli przetrwać śmiertelne promieniowanie, przenieśli się do krypty mieszczącej się głęboko pod powierzchnią Ziemi. Ci, którzy się nie zmieścili, nie przeżyli końca świata. Mieszkańcy tej kryjówki już dawno zapomnieli o tym, jak poza kryptą na powierzchni Ziemii wygląda świat.

Krążyła legenda, która mówiła, że gdzieś istnieją na świecie jeszcze inne podobne krypty, oraz że gdzieś na świecie istnieje jedna macierzysta krypta posiadająca kopie oryginalnych genów zwierząt i roślinności sprzed wielkiego wybuchu. Nasz bohater wraz ze swoim ojcem i dziewczyną, w ramach odsłużenia kary, dostał za zadanie wydostać się z krypty na powierzchnię i udać na śmiercionośną misję w celu poszukiwania Edenu i odrodzić świat.

To, co zobaczył na powierzchni Ziemii totalnie go zaskoczyło. Świat całkowicie zniszczony. Stare budynki opuszczone od wieków, oraz agresywne stwory, które zmutowały się pod wpływem silnego promieniowania. Cała podróż to pełna dotąd nieznanych zagrożeń misja, która kończy się zupełnie inaczej niż wszysy planowali.

Motyw życia w krypcie i wychodzenia pierwszy raz w życiu na napromieniowaną powierzchnię łudząco kojarzy się z filmem „Seximsja”. Czy tylko ja mam takie wrażenie?

Zobacz też:


Mały kotekZa każdym razem kiedy zapominasz dać lajka pod wpisem, gdzieś na świecie ginie mały kotek:
Śledź mnie na Feedly

Wypowiedz się

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ten wpis przeczytano 619 razy
s