Park Morderców

Fotorelacja: Koncert w stylu noir – Ida Zalewska i Kuba Płużek w Dobranocce

Scena trochę jak z kryminału noir. Jasnowłosa piękność na pierwszym planie. W tle młody mężczyzna gra na pianinie. Panuje melancholijny półmrok, lekko skrywający urodę kobiety. Ona śpiewa zmysłowym altem o nieszczęśliwej miłości.
Wokalistka to Ida Zalewska, zaś pianista to Kuba Płużek. Koncert odbył się 6 lutego 2012 w warszawskim klubie Dobranocka i składał się z utworów z repertuaru Billie Holiday. Nie był to koncert pieśni wesołej. W końcu życie czarnoskórej piękności nie było szczęśliwe i nie zakończyło się happy endem. Smutek – skutek miłości nieszczęśliwej, platonicznej lub wygasłej – nader często jest tematem pieśni Lady Day. Dlaczego Ida Zalewska wybrała właśnie ten, jakże pesymistyczny repertuar? Mogę tylko zgadywać. Występ był znakomity, autentyczny, jakby utwory komponowane były z myślą o polskiej wokalistce. Niski, głęboki głos znakomicie współbrzmiał z treścią, z emocjonalnym klimatem noir. Duet zgrabnie dobrał utwory, tak aby ułożyły się w jednolitą kompozycję. Można by nawet nadać koncertowi tytuł „Nieszczęśliwa miłość”.
Spodziewać się można, że role w tego typu koncercie zostały definitywnie rozdane. Gwiazdą, główną postacią, jest wokalistka, a pianiście przypada wyłącznie rola akompaniatora. Tak nie było. Kuba Płużek przez znaczną część koncertu grał niczym solista. Jakby chciał on skromne instrumentarium zamaskować zawrotną ilością wygranych nut.
Wspólnie Ida Zalewska i Kuba Płużek dali występ interesujący, niebędący wyłącznie kolejnym wtórnym i nieciekawym odczytaniem klasyków jazzu. Aranżacje utworów Billie Holiday oparte wyłącznie na śpiewie i pianinie są skromne, niehałaśliwe, wręcz minimalistyczne, ale jakże efektowne.
Dobranockowy koncert był kameralny. Liczba widzów nie przekroczyła dwudziestu. Z tej racji oklaski wybrzmiały nad wyraz skromnie, niewystarczająco, aby zachęcić artystów do bisowania. Nie wina to publiczności, która robiła, co mogła, aby wynagrodzić występ. Jak widać, nie starczyło rąk do klaskania. Szkoda.
Dobranocka to miejsce zadziwiające. Mała piwniczna sala, wręcz klaustrofobiczna, ze skromnie oświetloną sceną. Na niej występy cieszące uszy. Dobranocka staje się marką, a jak wiadomo – im więcej klubów dbających o jakość wykonania, tym lepiej dla warszawskiego (i nie tylko) widza, aby choć trochę było mu bardziej blanc.

dobranocka-zalewska-pluzek-1

Zobacz też:


Mały kotekZa każdym razem kiedy zapominasz dać lajka pod wpisem, gdzieś na świecie ginie mały kotek:
Śledź mnie na Feedly

Wypowiedz się

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

8 488
s