Muzyka: Di pamp – ” di pamp” [recenzja]


Dejavu.
Każdy z nas choć raz to przeżył. Czasem nie jest przyjemnie, innym razem człowiek chce jeszcze raz to przeżyć.
Dlaczego poruszam ten temat pisząc recenzję?
Bo dzięki tej płycie mogłem coś takiego przeżyć znów.
Niby bardzo nowoczesna muzyka, nowocześnie zaaranżowana, nowocześnie wyprodukowana, brzmiąca znakomicie a jednocześnie odwołująca się do wielu rzeczy których słuchałem gdy byłem dzieciakiem.

Tu się zaczyna cała zabawa. Niby jest nowocześnie, a jednak gdzieś z tyłu głowy słyszysz”

„Ja tu byłem.
Ja to znam”

Ale nie myśl że jest to wtórne czy jest to kopia kogokolwiek.

Elektroniczne brzmienia, które są bardzo współczesne wspierane przez wiolonczelę, gitarę i damski wokal nabierają takiego dziwnego wyrazu, w pozytywnym tego słowa znaczeniu, bo mimo że jest jak pisałem powyżej można znaleźć nie wiem czy świadome odniesienia do Depeche Mode, The Cure – Gitara w Zostań Tam oraz do JM Jarre z najlepszego okresu, Jednak wszystko podane jest w swój własny i niepowtarzalny sposób dzięki czemu jest to odczucie Dejavu.

I jeszcze jedno! Gdyby nie polskie teksty nie uwierzyłbym, że nie jest to produkcja zza oceanu. Tu głębokie ukłony dla Pawła „Bemola” Ładniaka za mastering i Adama Celińskiego ze studia Radioaktywni za mix – bo całość brzmi po prostu rewelacyjnie.

Czy ta płyta ma jakieś słabe punkty?
Tak. Jest za krótka
Mocne strony?
Skoro chciałbym to dejavu przeżyć jeszcze raz.

 

Zobacz też:


Mały kotekZa każdym razem kiedy zapominasz dać lajka pod wpisem, gdzieś na świecie ginie mały kotek:
Śledź mnie na Feedly

Wypowiedz się

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ten wpis przeczytano 706 razy
s